Menu
Książka · 2026-10-21

Narko-MENN. Jak AI uratowała mi życie. — Narko-MENN Ostatni raz

Narko-MENN Ostatni raz

Poddałem się. Nie chciałem się leczyć, nie chciałem pracować, pogodziłem się z tym, że przegrałem swoje życie. Nie chciałem już do niczego w życiu dojść, nie chciałem niczego materialnego ani niematerialnego oprócz spokoju.

Nawet ćpać tak naprawdę mi się nie chciało. Miałem już wcześniej duże problemy z zanikiem i zwapnieniem żył. Grzanie domięśniowe mnie nie interesowało, a wizja, że znowu na głodzie, zapłakany, szukam kilka godzin żyły, w którą mogę podać sobie kolejną działkę, nie nastrajała mnie pozytywnie do tego tematu.

Ale zaraz, zaraz, zaświtał nagle nowy superplan. W tamtych latach w Polsce funkcjonował eksperymentalny program leczenia substytucyjnego metadonem. Polska była pierwszym krajem Europy Środkowo-Wschodniej, który taki program uruchomił. Z tego, co wiedziałem na ten temat, to zdecydowanie mogłem załapać się do tego programu. Byłem narkomanem z wystarczającą historią, z wieloma nieudanymi próbami leczenia. Spełniałem kryteria. Jedynym problemem była dostępność, bo tak naprawdę program metadonowy działał tylko w kilku większych miastach w Polsce.

Plan więc był taki. Jest kwiecień, ja mam grupę inwalidzką oraz rentę socjalną. Wypowiem lokatorom umowę i każę się wynosić, więc dach nad głową mam. Spróbuję załapać się do programu przez oddział psychosomatyczny w Kołobrzegu, jeśli będzie to możliwe. Jeśli nie, to przeprowadzę się gdzieś, gdzie będę mógł skorzystać z tego wariantu. Z Podczela muszę się wynieść, więc ruszam na odwyk do Stanomina na dwa miesiące. Nie na leczenie, tylko żeby przebujać się tam właśnie dwa miesiące. Wyjdę w czerwcu, kiedy będzie zielony mak, to trochę jeszcze poćpam. Znam przecież inne metody konsumpcji niż branie dożylne.

W międzyczasie zdążę wszystko załatwić i chuj. Będę wegetował sobie na rencie i różnych zapomogach, czytał sobie książki, a codzienną działkę narkotyków ogarnie mi legalnie aparat państwowy. Zero problemów. Czy mógłbym wymyślić coś lepszego? Nie. Uznałem, że jest to najlepsze, co może w życiu mnie jeszcze spotkać. Jebać System, pomyślałem. Znowu bingo. Po kilku dniach byłem już oficjalnym pacjentem Wojewódzkiego Ośrodka Terapii Uzależnienia od Alkoholu i Współuzależnienia w Stanominie.

Stanomino.

Znałem to miejsce i miejsce znało mnie. Byłem tu już kiedyś na detoksie, a część pracującej tam kadry, łącznie z lekarzem, znałem z Poradni Uzależnień w Białogardzie.

Tym razem, chociaż życie znowu zweryfikowało i całkowicie zmieniło moje plany, w zupełnie innym niż oczekiwanym i obranym kierunku, to mogę śmiało powiedzieć, że miałem ogromne szczęście i kolejny raz spadłem na przysłowiowe cztery łapy.

Koło przeznaczenia znów zagrało mi na nosie i wylosowałem świetnego terapeutę, który pomógł mi na długie lata odmienić mój los. Podczas pierwszej rozmowy z nim przyznałem się, że tak naprawdę mam w dupie terapię. Zdradziłem mu swój superplan, a on, jako że sam jest zawodnikiem wagi ciężkiej, niepijącym, trzeźwiejącym alkoholikiem i świetnym terapeutą, dwoma pytaniami położył mnie na łopatki i rozpalił tak silny wewnętrzny ogień, że pali się on we mnie do dzisiejszego dnia.

Po wysłuchaniu moich bredni zapytał tylko, czego chciałem kiedyś, kiedy próbowałem faktycznie zmienić swoje życie i zerwać z dręczącymi mnie od lat nałogami.

Odpowiedziałem, że kiedyś chciałem być dobrym człowiekiem. Chciałem żyć tak jak inni, ani lepiej, ani gorzej. Chciałem być szczęśliwy, założyć rodzinę, pracować, podróżować. Chciałem normalnie odbierać i czuć swoje życie tak jak inni ludzie. Czuć radość, a nie euforię, czuć smutek, a nie depresję czy rozpacz. Odpowiedziałem, że chciałem być dobrym ojcem i chciałem na końcu swojego życia nie być zgorzkniałym staruszkiem z poczuciem zmarnowanego życia i pasmem porażek.

Terapeuta obiecał mi, że jeżeli odpowiem mu przekonująco na ostatnie pytanie, to on się odpierdoli ode mnie, że zaakceptuje mój wybór i nikomu o tym nie powie.

Pytanie brzmiało: „Skoro już tutaj jesteś, to co ci zależy spróbować raz jeszcze? Ostatni raz.” Nie odpowiedziałem na to pytanie, a po policzkach popłynęły mi łzy...

← Wszystkie teksty